Każdego dnia na całej kuli ziemskiej powstają niezliczone ilości fotografii zachodzącej gwiazdy, dającej nam ludziom życie, energię, ciepło, światło. Zdjęcia zachodów Słońca cieszą się stale bardzo dużą popularnością. Turyści pokonują tysiące kilometrów aby uwiecznić w swoich aparatach moment, kiedy kula słoneczna chowa się za horyzontem gór, jezior, mórz, łanów zboża, pól lawendy… Można śmiało powiedzieć – to oklepany temat. Jednak każdy z nas ulega tej magii kilkunastu minut kiedy gwiazda decyzuje się na przekazanie swoich życionośnych promieni innym skrawkom naszej Matki Ziemi. Przyznaję, że też czasami ulegam tej magii. Zazwyczaj są to chwile spontaniczne. W tym wpisie dołączam trzy fotografie zachodów Słońca, które pozostały w moim sercu.
Chronologicznie pierwsza fotografia została wykonana z balkonu mojej przystani w Cieplicach. Dzień od samego rana był deszczowy, zimny nie zachęcający do górskich wędrówek. Przeznaczyłem go do zajęć „komputerowych”. Późnym popołudniem deszczowe chmury zaczęły się przerzedzać. Niebo zapłonęło niesamowitym światłem, odważnie rysując kontury chmur na tle zachodzącego Słońca. Poniżej fotografia wykonana z balkonu aparatem Fujifilm GFX 100RF.

Dla kontrastu kolejna fotografia jest znad morza. Przyznam, że byłem pod wrażeniem liczby osób idących nad brzeg Bałtyku w jednym tylko celu – w celu pożegnania Słońca. To wręcz niebywałe ile osób ulegało magii zachodu naszej pięknej gwiazdy. Stojąc na plaży, z oczami skierowanymi na zachodzącą świetlną kulę, czułem się członkiem niezwykłej społeczności, która poświęcała swój czas na wspólne magiczne doznania wizualno – nadprzyrodzone. Po zniknięciu ostatniego skrawka łuku gorące i świecącej kuli wszyscy zgodnie robili w tył zwrot i kierowali się do swoich miejsc wieczornego odpoczynku. Czysta magia. Kolejna fotografia jest właśnie z plaży w Kołobrzegu, wykonana aparatem Fujifilm GFX 100SII.

W sumie to takie zwyczajne zdjęcie, jedno w miliardów wykonanych tego dnia. Ale mój wzrok przykuły dwie postaci spacerujące wtedy na plaży. Dwie kobiety – jedna dorosła, druga wyraźnie młodsza, będąca pod opieką starszej. Obie ubrane w pomarańczowe stroje, które zachodzące Słońce ozdobiło, nasycając ten kolor do granic możliwości. Wzrok obu pań utkwiony był na zachodzącym Słońcu. Dla mnie ta fotografia (załączona poniżej) bardziej wyraziście opisuje zachód nad morzem niż ta powyżej. Prawda? Znowu GFX 100SII.

I na koniec zachód Słońca na postaci będącej dla mnie prawdziwym przyjacielem i wiernym towarzyszem. Moja suczka rasy Hovawart, która już szósty rok towarzyszy mi w moim urozmaiconym życiu. Staram się, aby była ze mną i z moją żoną zawsze i wszędzie. Vera uwielbia skakać po skałach Karkonoszy oraz szaleć za piłką na plaży polskiego morza. Na zamieszczonej poniżej fotografii zachodzące nad morzem Słońce muska delikatnie sierść i nos naszej wiernej suczki. I znowu w akcji był GFX 100SII.


