Trochę o sprzęcie…

Na początku września miałem szczęście znowu przebywać w górskich klimatach. Oczywiście, mam na myśli Sudety, z którymi jestem związany od kilku lat. Chociaż wycieczki w ciągu tygodniowego pobytu nie były zbyt intensywne, to środa dała się we znaki. Opowiem o tym innym razem, dziś jednak o sprzęcie, który zabrałem. Padło tym razem na bezlusterkowiec średniego formatu Fujifilm GFX 100 SII oraz dwa obiektywy: 35-70 mm f/4.5-5.6 oraz 100-200 mm f/5.6. Może te obiektywy nie są zbyt jasne, ale trzeba wziąć pod uwagę, że to jest średni format i porównanie do pełnej klatki daje odpowiednio ogniskową od 28 mm do 55 mm w przypadku krótszego zooma i od 79 mm do 158 mm w przypadku dłuższego. Podobnie można przeliczyć światłosiłę. Obiektyw GF 35-70 mm F/4.5-5.6 WR to jedyny w stajni Fujifilm nazywany „kitowym”. Niestety tak się przyjęło, chociaż jakość tego szkła jest rewelacyjna, to jednak brak pierścienia przysłony oraz zastosowanie silnika krokowego w autofocusie zdecydowało o jego kitowym charakterze. Szkło waży 390 g, a symbol WR oznacza, że jest odporny na niekorzystne warunki atmosferyczne. Niestety ogniskowanie powoduje wysuwanie tubusa, co może powodować zaciąganie nieczystości, ale symbol WR daje szanse, że tak nie będzie. Narazie nie zauważyłem żadnych obcych ciał wewnątrz obiektywu. Patrząc na zakres ogniskowej można śmiało powiedzieć, że jest to typowy zoom reporterski, przeznaczony również do fotografii ulicznej oraz krajobrazowej.

Fujifilm ma jeszcze w tym zakresie podobny obiektyw 32-64 mm f/4, zawierający pierścień przysłony oraz silnik liniowy napędzający autofocus, który kosztuje blisko 10,5 tys. złotych. 35-70 mm kosztuje „jedyne” 4,1 tys. zł. Światłosiła, pierścień przysłony i wewnętrzne ogniskowanie droższego zooma uzasadnia różnicę w cenie. Muszę jednak przyznać, że podczas mojej obecności na festiwalu Fujikina w Warszawie przeprowadziłem kilka rozmów w profesjonalistami w zakresie używania średniego formatu i usłyszałem, że droższy obiektyw ma kilka wad, które mają ogromny wpływ na jakość obrazu. Zatem w tym przypadku tańszy nie oznacza gorszy. Drugi obiektyw, który zabrałem w góry to wspomniany FUJINON GF 100-200 mm F/5.6 R LM OIS WR. Jest on wyposażony w pierścień przysłony, silnik liniowy autofocusa i stabilizację obrazu, którą miałem okazję sprawdzić w czasie rejsu po kanale Elbląskim. Szkło waży nieco ponad kilogram i jest bardzo poręczne w użytkowaniu. Jakościowo wykonane jest w/g najwyższych standardów, w połączeniu ze 102 Mpix matrycą daje wspaniałe zdjęcia. Jego ogniskową można poszerzyć do 280 mm (221 mm dla pełnej klatki), dołączając telekonwerter GF1.4X TC WR. Niestety telekonwerter obcina maksymalny otwór przysłony o jedną działkę. Dla uzyskania węższych kadrów i większego przybliżenia Fujifilm ma w swojej ofercie jeszcze FUJINON GF 250 mm F/4 R LM OIS WR oraz marzenie ściętej głowy – FUJINON GF 500 mm F/5.6 R LM OIS WR. Z trzech wyżej wymienionych obiektów 100-200 mm jest najtańszy i kosztuje połowę „pięćsetki”.

I na koniec creme de la creme tego wpisu – aparat Fujifilm GFX 100 SII, którego premiera miała miejsce 16 maja 2024 roku. To wicelider w średnioformatowym teamie Fujifilm.

Niekwestionowaną pozycję lidera dzierży od września 2023 roku GFX 100 II. Oba aparaty wyposażone są w tę samą matrycę o rozdzielczości 102 Mpix! Oba kryją w sobie to samo serce: X-Processor 5 oraz wiele innych wspólnych podzespołów. Jednak lider posiada wizjer o wyższej rozdzielczości, lepszy autofocus i wyższe parametry video. Różni ich oczywiście cena: 100 II to prawie 37 tys. złotych, 100 SII około 23,5 tys. złotych. Niemało, wręcz niewiarygodnie dużo, ale porównując do ceny nowego, rozkładanego iPhona Duo z 2TB pamięci RAM, która wynosi 16 tyś. zł bez jednej złotówki, ceny zaawansowanych aparatów Fujifilm wydają się być adekwatne do możliwości i wydajności tych urządzeń. Jasne, że aparaty średnioformatowe kupują głównie profesjonalni fotografowie wymagający najwyższej jakości obrazu. W studiach GFX-y walczą o prymat z Hasselbladami. Popularnymi opiniami są te, w których „ludzie z branży” uważają, że posiadanie aparatu średnioformatowego przez fotografa amatora to przerost formy nad treścią lub wyraz rozrzutności i snobizmu. Cóż, każdy ma prawo do swoich ocen. W ciągu dwudziestu lat zabawy fotografią miałem przyjemność fortografowania lustrzankami Nikona, bezlusterkowcami Olympusa, bezlusterkowcami Nikona, Leicą M11 i Q2. Leicę Q2 oraz kilka obiektywów do Nikona Z i M11 zamieniłem na Fujifilm GFX 100 SII i trzy obiektywy: 35-70 mm f/4.5-5.6, 80 mm f/1.7 oraz 100-200 mm f/5.6. Od tej pory właściwie nie rozstaję się z tym aparatem. Jakość zdjęć wykonanych nim jest szczytem moich oczekiwań. To sprzęt kompletny, oczywiście nie pozbawiony wad, bo przecież nic na tym świecie nie jest pozbawione wad, nie istnieje żaden ideał. Oczywiście nie zamierzam otworzyć studia fotografii portretowej, produktowej, nie będę drukował wielkich billboardów, będę tylko sycił się szczegółami w półcieniach, kontrastem na krawędziach ostrości, zakresem tonalnym, kolorem i tym, że na fotografii wykonanej na Śnieżce widzę okna mojego mieszkania w Cieplicach. Tym nie mniej zgadzam się, że dla odbiorców moich fotografii w Internecie, który maksymalnie przycina rozdzielczość obrazów, nie ma wielkiej różnicy między poprawnym kadrem z Nikona Z6 II a Fujifilm GFX 100 II. Dołącze w tym miejscu link do ciekawego felietonu Interfoto, nawiązującego do moich rozważań. Wracając do mojego pobytu w górach dopowiem tylko, że przez cały czas do aparatu przypięty był obiektyw 35-70 mm. Wynika to trochę z tego, że zapomniałem zabrać ze sobą specjalną kamizelkę do dźwigania zestawu ważącego ponad 2 kg oraz z faktu, iż szerszy kąt dawał mi większą swobodę w fotografii krajobrazowej, a w formacie GFX można naprawdę śmiało przycinać kadry i nadal mają niewiarygodną jakość. Teraz troszkę danych statystycznych. W tym roku najczęściej wybierana przeze mnie ogniskowa to 35 mm – 39%, potem 200 mm i 80 mm po 10%. Cóż, wyniki nie pozostawiają złudzeń: obiektywy do GFX pokrywają moje najczęściej używane zakresy ogniskowych. W poprzednich latach częściej korzystałem z długich ogniskowych oraz bardzo krótkich np. rybie oko. Na pewno do opisu jakości pracy z rodzinką GFX będę powracał. Zachęca mnie do tego również bardzo znikoma ilość materiałów polskojęzycznych w Internecie dotyczących komfortu pracy z aparatami średnioformatowymi Fujifilm.

Dodaj komentarz