Tak do roku 1945 nazywał się kanał Ostródzko – Elbląski. Jak wiadomo obecnie wykorzystywany jest wyłącznie w celach turystycznych, kiedyś służył do spławiania drogą wodną surowców i gotowych produktów. W 2009 roku z okazji moich okrągłych urodzin otrzymałem prezent w postaci biletu na rejs po tym kanale na odcinku od Miłomłyna do Małdyt. Jak się okazało był to najmniej atrakcyjny odcinek, który przebiegał głównie wodami jeziora Ruda Woda. Tylko fragmentami trasa przebiegała krętymi i wąskimi odcinkami kanału. Wtedy też postanowiłem sobie, że kiedyś przepłynę cały odcinek od Ostródy do Elbląga, liczący ok. 82 kilometrów.
Po 17 latach, 31 sierpnia tego roku, wypełniłem swoje postanowienie i wspólnie z moim Synem Tomkiem ruszyliśmy autem spod domu o godz. 6:40. Rejs w Ostródzie zaczynał się o godzinie 8:10 i trwał 11 godzin. Przyznam, że w chwili, gdy łajba odbiła od brzegu miałem wiele wątpliwości. Zadawałem sobie pytanie: jak wytrzymam 11 godzin na wodzie? Na trasie było wprawdzie kilka atrakcji, w tym dwie śluzy i pięć pochylni, ale jednak spodziewałem się okresów nudnych tak, jak chociażby wspomniane jezioro Ruda Woda. Nadmienić muszę, że czekał nas jeszcze powrót autokarem z Elbląga do Ostródy oraz samochodem osobowym z Ostródy do Torunia. Do „brzegu” w domu planowałem zacumować około godziny 23:00. Cóż na pierwszy rzut oka wydaje się to trudne zadanie, ale wierzcie mi czas minął mi bardzo szybko. Wszystkim miłośnikom fotografii polecam taką wycieczkę. W kilku następnych postach postaram się krótko opisać kilka odcinków tej wyprawy, okraszając to zdjęciami. Oczywiście muszę nadmienić, że tym razem wytypowałem na wyprawę aparat Fujifilm GFX 100 SII oraz dwa obiektywy: GF 35-70 mm f/4.5-5.6 oraz GF 100-200 mm f/5.6. Trochę się obawiałem czy aparat podoła wymogom fotografii dzikiej przyrody. Fujifilm znany jest niestety z tego, że ma mało wydajny ciągły autofocus. Jednak jego rozdzielczość, co za tym idzie jakość, uzyskiwanych RAW-ów była kusząca i to przeważało moją decyzję na jego korzyść. Najlepszy zestaw transportowy to „puszka” plus krótki zoom, czyli 35-70 mm, 100-200 mm czekał na okazję w odrębnym pokrowcu, ale jak się szybko okazało, to właśnie on stał się bohaterem tej niezwykłej sesji fotograficznej. Miejsca siedzące mieliśmy pod pokładem, co na pierwszy rzut oka nie było zbyt satysfakcjonujące. Ale, jak się okazało, było to świetne miejsce do wypadów na pokład wtedy, gdy możliwa była uczta fotograficzna. Jeśli bywało nudno odpoczywaliśmy na wygodnych siedzeniach popijając kawkę z termosu. Tomek fotograficznie zafokusował się na urządzeniach technicznych, ja raczej na przyrodzie, chociaż nie pozostałem obojętny na piękno zabytkowych budowli i cudów techniki mijanych w trakcie rejsu. Nadmienię jeszcze, że średnia prędkość naszej łajby to ok 6 km/h.
W tym wpisie umieszczam kilka fotografii zawierających ogólny widok na kanał. Na jednej znajduje się bliźniacza łajba, płynąca za nami w odstępie ok. 20 minut.









