Tym razem wspomnę o budowlach inżynieryjnych leżących na trasie rejsu z Ostródy do Elbląga. Najpierw napotykamy dwie śluzy które wypiętrzają statek na wysokość 99 m n.p.m. Wielką sztuką jest wpłynięcie do wąskiego kanału, zamkniętego z jednej strony. Po zajęciu prawidłowej pozycji przez statek zamykane są drugie wrota śluzy i wpuszcza się do środka wodę, unosząc tym samym łajbę w górę. Jedna śluza podniosła nas, jeśli dobrze pamiętam o 2 metry wyżej, druga ponad trzy. Do Miłomłyna wpływamy już na właściwej wysokości.

Jednak to nie ten odcinek rejsu sprawił największe wyzwanie konstruktorom. Najtrudniejszy jest jedenasto kilometrowy fragment od jeziora Piniewo do Druzno, gdzie różnica wysokości wynosi 99 metrów! Ale myśl ludzka nie ma granic, a kreatywność niemieckich inżynierów zawsze była bardzo znana. Projektant, kierownik budowy i administrator kanału Georg Jacob Steenke wpadł na genialny pomysł budowy pięciu pochylni: Buczyniec, Kąty, Oleśnica, Jelenie i Całuny. Statek spoczywa na specjalnej platformie jadącej po szynach, ciągniętej przez stalowe liny rozpięte na kołach wciągowych. Platformy są wprawiane w ruch za pomocą koła wodnego. Całość tej skomplikowanej operacji odbywa się bez użycia prądu elektrycznego, czy też spalinowego. Korzysta się jedynie z siły przepływającej wody. Nawet komunikacja pomiędzy obsługą statku, sygnalistą a operatorem maszyn odbywa się bez użycia prądu elektrycznego (gongi, linki z zawieszonym dzwonkiem). Przy pochylniach znajdują się zabytkowe budynki maszynowni.








Polskie pochylnie na kanale Elbląskim są jedynymi czynnymi na świecie. Do 1924 roku podobne działały w USA w New Jersey. Stan techniczny, sprawność urządzeń, które już przecież swoje lata mają to zasługa pracowników i kierownictwa Żeglugi Ostródzko – Elbląskiej. Wielki ukłon za mozolną pracę, za uśmiech załogi statku, za życzliwość dla podróżnych, za profesjonalizm i oby nigdy nie zabrakło środków na konserwację, utrzymanie i eksploatację tych cudów techniki.

