Ale popołudnie…!

Wczoraj, w niedzielę, z inicjatywy mojego najstarszego, dorosłego Wnuka Filipa, wybraliśmy się na sesję krajobrazową nad Wisłę. Zanim wyjechaliśmy uzbrojeni w aparaty Filip prosił mnie o krótką, zwięzłą lekcję odkrywająca tajniki fotografii. Rozmawialiśmy o starych aparatach analogowych, o lustrzankach, o bezlusterkowcach, o nowoczesnych kompaktach, o wielkości matryc, o trójkącie ekspozycji… Nareszcie miałem przed sobą kogoś, kto słuchał moich opowieści o magii fotografii. Filip przyjechał do mnie z kompaktowym aparatem z 2015 roku – Lumixem DMC-FZ300. Jak się okazało, to świetny sprzęt ze stałym obiektywem zmiennoogniskowym 25-600 mm (odpowiednik dla pełnej klatki) z matrycą 1/2,3 cala o rozdzielczości 12,1 Mpix. Oczywiście patrząc na dzisiejsze osiągi aparatów kompaktowych, powyższe parametry nie powalają, ale przecież wiadomo, że to nie aparat robi zdjęcia, a fotograf. Przyszedł w końcu czas na wyjazd w plener. Ku niezadowoleniu mojej hovawarckiej suczki Very, która musiała zostać w domu, wrzuciliśmy plecaki do bagażnika auta terenowego i wyjechaliśmy na fotograficzne łowy. Bardzo lubię piękne okolice wzdłuż Wisły na południe od Torunia. Dlatego właśnie to miejsce zaproponowałem na naszą pierwszą wspólną sesję. Nie chcę się rozpisywać na temat moich wrażeń w tego wspaniałego wyjazdu, odnotuję tylko jedno spostrzeżenie: to była jedna z moich najpiękniejszych sesji zdjęciowych. Niech wszyscy dziadkowie mi zazdroszczą…

Poniżej załączam kilka fotografii wykonanych przez Filipa. Oczywiście autor udzielił mi zgody na ich publikację. Wszystkie zdjęcia wykonane wspomnianym wyżej aparatem Lumix DMC-FZ300.

Jedna odpowiedź na “”

Dodaj komentarz

Czemu zgłaszasz ten komentarz?

Rodzaj raportu