To jest ostatni odcinek bardzo krótkiej podróży po historii jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek Świata. Poprzedni odcinek zakończyłem informacją o ostatnim analogowym produkcie z serii M – M7. Jak już wspominałem, w 2005 roku Leica Camera AG stanęła na progu bankructwa i wtedy zdarzyło się coś niewiarygodnego. Niejaki Andreas Kaufmann z Austrii wraz z braćmi z dnia na dzień odziedziczył niesamowity majątek wart kilka miliardów Euro. Wtedy też największym udziałowcem w LC AG był Hermes i to od niego Andreas Kaufmann wykupił udziały i spowodował, że marka odzyskała swój dawny blask, a produkty opuszczające fabrykę Leica stały się ponownie najbardziej pożądanymi na rynku fotograficznym. Kaufmann opisuje swoją wizję Leica jako coś między dwoma biegunami: tradycyjnym i rewolucyjnym. Tradycyjna ma być budowa aparatu M, wnętrze ma zawierać najnowocześniejsze osiągnięcia technologiczne. I tak się stało. Pierwszy aparat cyfrowy z serii Leica to M8, produkowany od 2006 roku do 2008 roku. W opinii ekspertów oraz miłośników marki, model ten obciążony był wadami „okresu niemowlęcego”. Elektroniczne wnętrze aparatu nadal odstawało od ówczesnych trendów technologicznych. M8 ma jednak spore grono miłośników, którzy do dziś zabierają tę „puszkę” na spacery. Trzeba jeszcze zaznaczyć, że M8 nie posiadała matrycy pełnoklatkowej, tylko APS-C z przelicznikiem 1,33. Matryca 10 Mpx na dzisiejsze standardy jest mało satysfakcjonująca. Jednak aparatami Leica trzeba się delektować i na pewno M8 należy do tych aparatów, które przyciągają swoją magią. Prawdziwym przełomem było pojawienie się w 2009 roku modelu M9. Jest to aparat pełnoklatkowy z rozdzielczością 18 Mpx, z wyglądu standardowo przypominający poprzedniczkę, ale jest pozbawiony wielu wad, którymi obciążona była M8. Niestety, i ten aparat nie ustrzegł się wpadek technicznych i zasłynął przykrą wadą, t.j. korozją matrycy. Firma uruchomiła program serwisowy i jakoś udało się opanować kryzys. M9 miała ogromne powodzenie na rynku. W ramach modelu M9 producent wypuścił jeszcze na rynek model monochromatyczny, profesjonalny (M9-P) oraz tańszy model M-E, pozbawiony niektórych funkcji.

We wcześniejszym wpisie, dotyczącym historii marki Leica pisałem, że w świecie fotografii zdarzają się cuda z numeracją kolejnych wcieleń poszczególnych modeli aparatów. I tak znowu było w przypadku naszej bohaterki. Zamiast M10 17 września 2012 roku pojawiła się M (typ 240). Nie zagłębiałem się w tajemnicę numerologii ale te „240” pachnie mi matrycą o rozdzielczości 24Mpx. Nowa Leica to kolejny krok ku nowoczesności, pojawiła się nowsza matryca CMOS, chociaż są głosy, że poprzenia, nieco przestarzała CCD miała bardziej naturalne kolory. Tym nie mniej większa rozdzielczość ekranu, focus peaking, czy też możliwość podłączenie zewnętrznego, elektronicznego wizjera, podniósł notowania marki na rynku. Leica M typ 240 jest nadal bardzo popularna na rynku. Oczywiście tak, jak w przypadku M9 powiły się wersja monochromatyczna , M-P, M-E i bez ekranu LED: M-D. Trzeba nadmienić, że w międzyczasie na rynku pojawiła się wersja Leica M Typ 262, to też jest cyfrowy dalmierz pełnoklatkowy. A dokładniej – to uproszczona wersja M Typ 240 z mniejszą liczbą funkcji i nieco lżejszą obudową.

Rok 2018 to premiera nowego modelu Leica M10, czyli powrót no właściwej numeracji. Pojawiło się nowe menu, matryca pozostała taka, jak w przypadku typu 240, jednak co w fotografii cyfrowej jest bardzo ważne, kolejne modele aparatów otrzymywały unowocześniony software, serce procesorowe. Możliwości nowego procesora w M10 były na znacząco wyższym poziomie niż jej poprzedniczki. A dzięki temu lepsze ISO, większa rozpiętość tonalna, lepszy dalmierz. Ponieważ ceny poprzednich modeli na rynku wtórnym osiągały nadal wysokie pułapy, kolejny model w dniu premiery musiał przecież przewyższać cenę poprzednika. I takim oto sposobem potencjalni nabywcy M10 musieli wyłożyć jeszcze większe pieniądze. Dziś Leica M10-P jest do nabycia na rynku wtórnym za 26 tys. złotych. I jest to 8 lat po premierze! Oczywiście nie muszę, a jednak to robię, nadmieniać, że po M10 pojawiły się M10 monochrom, M10-P itp.

I dotarliśmy do bohaterki – do modelu, który stoi dumnie na moim regale, do Leica M11. O niej napiszę już w kolejnym wpisie. Opowiem też o naszych relacjach i wynikach współpracy. Kończąc serię poświęconą historii modelu M chcę ponownie podziękować za niewyczerpane zasoby wiedzy autora bloga notonly.photos. Jest to miejsce w sieci, które udowadnia, że prowadzenie własnej strony może być bardzo kreatywne, pełne pasji, pozytywnych treści i zachęt do odbycia podobnych, fotograficznych przygód. Muszę jeszcze dodać, że 23 października 2025 piekło fotograficzne zamarzło… Leica wypuściła na rynek model Leica M EV1 z … wbudowanym wizjerem elektronicznym (EVF). Nie wiem, czy to dobra wiadomość, czy nie. Dla wielu będzie przyczynkiem do świętowania, inni będą załamani zerwaniem z tradycją dalmierza. Jak to się potoczy dalej? Zobaczymy. Wszystkich fanów marki Leica zachęcam ponownie do odwiedzenia strony jednego z najbardziej kreatywnych użytkowników aparatów z czerwoną kropką, do nauczyciela, testera i gawędziarza Thorstena Overgaarda.


