Fujifilm GFX 100RF

W marcu 2025 roku, czyli rok temu, Fujifilm zaszokowało fotograficzny świat wypuszczając na rynek nowość, której brak jest podobieństwa w całej historii fotografii. Mowa tu o kompaktowym (!) średnioformatowcu. Tak, nie pomyliłem się – średnioformatowy kompakt. Do tej pory aparaty średnioformatowe kojarzyłem się z dużym sprzętem, drogim sprzętem. To prawda, jakiś czas temu Fujifilm swoją 50GFX zmienił gabaryty aparatów średnioformatowych, ale 100RF jest tu wyjątkowy. Skrót RF pochodzi od Rangefinder style – Fixed Lens, czyli aparat w stylu dalmierzowym z niewymienną optyką. Tak naprawdę dalmierzowy to on nie jest, chyba że tylko w odniesieniu do wyglądu, ponieważ wizjer ma elektroniczny (szkoda, że nie hybrydowy, jak w przypadku X 100 VI). Na producenta natychmiast rzucili się krytycy głosząc, że średni format w obudowie kompaktowej i to z niewymiennym obiektywem o ogniskowej 35 mm (ekwiwalent dla pełnej klatki to 28 mm), to przecież profanacja. Zarzuty skierowano przede wszystkim na brak stabilizacji tak w aparacie, jak i w obiektywie oraz na niewielką światłosiłę obiektywu, bo tylko f/4! Obiektyw, który chociaż nie zachwyca jasnością jest specjalnie skonstruowany dla potrzeb tego aparatu i tworzy z nim dokonały tandem. Dla zachowania kompaktowoście projektanci Fujifilm dosunęli soczewki obiektywu prawie do samej matrycy, rezygnując z normalnej migawki, którą zastąpili centralną w obiektywie.

Sprzęt, jak już wspomniałem, nie posiada stabilizacji i bardzo dobrze, ponieważ po pierwsze zmieniłoby to na niekorzyść jego gabaryty, a poza tym mało wierzę w skuteczność stabilizacji matryc średnioformatowych. Aparat oczywiście posiada swoje wady, ponieważ nikt nie wyprodukował i nikt nie wyprodukuje aparatu będącego fotograficznym „perpetuum mobile”. Budowa aparatu wpisuje się w trend wizualny X- 100-ek, jest od swoich kuzynów większy, masywniejszy. Wykonany po raz pierwszy z frezowanego monolitu aluminium. Jakość wykonania jest porównywalna z produktami firmy Apple. Wszystko dopieszczone, spasowane, wygładzone (za wyjątkiem joysticka, który swoją chropowatością zniszczył mi dwa swetry (!). Na pewno wstydem dla producenta jest makabrycznie tandetna plastikowa pokrywa obiektywu. Nie rozumiem, jak można nie dopilnować jakości na każdym etapie projektowania i produkcji. Po za tymi niedociągnięciami aparat jest bez wad. Mogę się przyczepić jeszcze do menu aparatu, ale jest to wada wszystkich produktów tej firmy. Jestem rozpieszczony wspaniałym menu Olympusa i akceptowalnym Nikona, dlatego Fujifilm jest w akurat w tym temacie trudnym do opanowania. Matryca: BSI CMOS II o rozmiarze 44 mm×33 mm i rozdzielczości 102 megapikseli, wspierana przez procesor X-Processor 5. Od razu widać, że zasadniczy format kadrów to moje ulubione 4/3, wow!!!. Wymienić należy jeszcze, że aparat posiada dotykowy, uchylny ekran o przekątnej 3.15 cala i rozdzielczości 2.1 mln punktów, wizjer elektroniczny o rozdzielczości 5.76 miliona punktów i powiększeniu 0.84x, wbudowany filtr ND 4 EV, migawkę mechaniczna centralną (do 1/4000 s) i elektroniczna (do 1/16000 s). Tryb seryjny nie zachwyca, bo jest to 6kl/s z migawką mechaniczną i do 3 kl/s z elektroniczną. Muszę nadmienić, że GFX 100RF posiada pokrętło zmiany proporcji kadrowania, dźwignię zmiany ogniskowej (przy skadrowaniu do 80 mm mamy nadal fotografie o rozdzielczości 20 Mpx). Jakość zdjęć jest oszałamiająca, ostrość, dynamika tonalna, nie mają sobie równych. W tym momencie muszę podkreślić niesamowitą jakość i różnorodność filmów, jakie mamy do wyboru w aparacie. Fujifilm jest słynny ze swoich: Asti, Realia Ace, Aros, Velvia, itd. Nie jestem fanem fotografowania nocą, zatem brak stabilizacji mi nie przeszkadza. Do streetu, do krajobrazów, do reportażu, do codzienne fotografii – wymarzony aparat. Może trochę snobistyczny… Ale któż tego nie lubi…? Cena? Lepiej o tym nie wspominać. Gdybym miał dziś zostać tylko z jednym aparatem byłby to z pewnością Fujifilm GFX 100 RF, pomimo mojej miłości do Nikona oraz pomimo borykania się z wagą Rawów 100 RF, które dochodzą do prawie 300 Mb (!). Waga plików sprawia, że podobnie jak w fotografii analogowej, znacznie częściej zastanawiam się nad sensownością bezmyślnego naciskania spustu migawki. Uwielbiam ten aparat!!! Dołączam kilka fotografii wykonanych Fujifilm GFX 100RF.

Dodaj komentarz