Od dłuższego czasu nie rozstaję się z Leicą M11. Nareszcie udaje mi się okiełznać skomplikowane ostrzenie manualne, a w szczególności dalmierzowe. Wracam niejako do źródeł fotografii, do jej podstaw. Mam nadzieję, że oczy pozwolą mi się cieszyć jeszcze wiele lat taką fotografią prawie analogową.
Jakiś czas temu nabyłem obiektyw Voigtlander Nokton Classic 40 mm f/1,4. Oczywiście ostrzenie odbywa się manualnie. Na pełnym otworze niezmiernie trudno jest uzyskać satysfakcjonujący efekt. Ale w sumie jest to ogromna zaleta tego obiektywu, gdyż po złapaniu ostrości portrety przy f 1.4 są wręcz romantyczne. Do tego dochodzi przepiękne bokeh i winieta, która specjalnie nie została przez producenta zredukowana. Obraz jest przepiękny, lecz nie do zaakceptowania przez wyznawców super ostrości. Po przymknięciu do f 2.8 obiektyw zmienia swój charakter i staje się super ostry od krawędzi do krawędzi. Ponieważ głębia ostrości przy f 1.4 jest minimalna, trzeba włożyć naprawdę sporo wysiłku, aby uzyskać zadowalający efekt. W nazwie obiektywu „Nokton” oznacza rodzinę jasnych szkieł tego producenta, a „Classic” wskazuje na specjalnie nieskorygowane wady optyczne. Dla mnie jest to prawdziwe odkrycie. Dzięki niemu powróciłem do podstaw fotografii i uczę się jej nieomalże od nowa. I słów kilka o ogniskowej. Im dłużej zajmuję się fotografią, tym coraz bliżej mi do obiektywów stałoogniskowych. Do tej pory najczęściej zakładałem na aparaty szkła o ogniskowej 35 mm. Do klasycznych 50 nie miałem jakoś przekonania, pomimo nazwania tej ogniskowej standardową. Teraz wydaje mi się, że to właśnie 40 mm jest tym właściwym standardem. Kąt widzenia tego szkła jest najbliższy do kąta, jakim operują nasze oczy.
Reasumując. Wspaniałe szkło, niedrogie, z możliwością podpięcia do Nikona, Canona, Fujifilm czy Sony przez dedykowany adapter (polecam adaptery Voigtlandera). Do wpisu dołączam kilka fotografii wykonanych tym obiektywem.
P.S. Fotografie można powiększyć klikając na nie myszką 🙂






